To dziwne uczucie – znasz fabułę, znasz zakończenie, a jednak znów sięgasz po tę samą książkę albo odpalasz ten sam film. Może nawet znasz dialogi na pamięć. A mimo to – coś ciągnie.
Ulubione historie działają trochę jak emocjonalne kotwice. Przypominają nam, kim byliśmy, kiedy je poznaliśmy. Dają poczucie bezpieczeństwa – bo wiadomo, co się wydarzy, nie będzie zaskoczeń, jest znajomo.
A może po prostu – dobra opowieść się nie starzeje. Nawet jeśli już wiemy, co z niej zostaje, chcemy znów to poczuć. Ten klimat. Te emocje. Tę ciszę po ostatniej stronie albo ostatniej scenie.
Powroty do historii to powroty do siebie. A siebie – warto czasem odwiedzić.

[…] refleksji na ten temat znajdziesz na stronie Powroty do ulubionych książek, gdzie przyglądamy się temu zjawisku z różnych […]